jeszcze zrzuca mnie rower na plecy
1
2
3
puścił
dętka nie spełniła swojego zadania
zrzucam rower na plecy
w windzie nie ma światła
pragnienie zjechania przezwycięża te oczernienie
wciskam parter
1
2
3
4
5
składam ręce ruszyła
osiemnaste stop
winda w takim momencie nie ma alibi na swoją przedmiotowość
podskakuję wyciskając wszystkie soki z cebulek moich włosów
amortyzacja siłą woli zatykam uszy
pod ciężarem paznokci winda zsuwa się rytmicznie
parter
nie
temperatura daje mi znać że muszę być na siódmym
winda w takim momencie ma słabe alibi daje znać że nie jest kalkulatorem
widzicie „wyposażenie pilotowo-nawigacyjne”
naciskam minus siódme
3
2
1
drzwi się otworzyły
nos na mnie krwawi i szczeka
podnoszę go i przytulam
pomagając powstać plecom
słyszę jak kręgi wskakują na swoje miejsca
zawsze uspokojona tym chrząkaniem próbuję odetkać oczy
powieki są zbyt ciężkie
wierzę że niebo istnieje
miszmasza, 2008
1
2
3
puścił
dętka nie spełniła swojego zadania
zrzucam rower na plecy
w windzie nie ma światła
pragnienie zjechania przezwycięża te oczernienie
wciskam parter
1
2
3
4
5
składam ręce ruszyła
osiemnaste stop
winda w takim momencie nie ma alibi na swoją przedmiotowość
podskakuję wyciskając wszystkie soki z cebulek moich włosów
amortyzacja siłą woli zatykam uszy
pod ciężarem paznokci winda zsuwa się rytmicznie
parter
nie
temperatura daje mi znać że muszę być na siódmym
winda w takim momencie ma słabe alibi daje znać że nie jest kalkulatorem
widzicie „wyposażenie pilotowo-nawigacyjne”
naciskam minus siódme
3
2
1
drzwi się otworzyły
nos na mnie krwawi i szczeka
podnoszę go i przytulam
pomagając powstać plecom
słyszę jak kręgi wskakują na swoje miejsca
zawsze uspokojona tym chrząkaniem próbuję odetkać oczy
powieki są zbyt ciężkie
wierzę że niebo istnieje
miszmasza, 2008
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz